Odwiedzin: 1871264 
 
Meteo











































  Relacje SAE #1  
 
SAE AKL PP

29 listopada 2007r.

W dniu 29 listopada 2007r. w pubie Dolot na lotnisku Kobylnica odbyło się spotkanie przedstawicieli kadry naukowej Politechniki Poznańskiej, firmy Volkswagen Poznań i Aeroklubu Poznańskiego pod nazwą "Lotnictwo a studia wyższe", którego tematem była wymiana opinii dotyczących edukacji lotniczej na Politechnice Poznańskiej, a także działalności Akademickiego Klubu Lotniczego.
Podczas spotkania padła pierwszy raz wyartykułowana głośno propozycja utworzenia i wysłania na zawody SAE AeroDesign ekipy Politechniki Poznańskiej.

19 grudnia 2007r.

W dniu 19 grudnia 2007r. odbyło się spotkanie Akademickiego Klubu Lotniczego, podczas którego ukonstytuowała się grupa zamierzająca reprezentować
Politechnikę Poznańską w konkursie modeli SAE AeroDesign, który odbędzie się w USA w kwietniu 2008r. W skład grupy weszło trzech studentów.

16 stycznia 2008r.

W dniu 16 stycznia 2008r. na Politechnice Poznańskiej odbyło się spotkanie organizacyjne dla osób zainteresowanych pracą w ekipie Akademickiego Klubu Lotniczego projektującej model Politechniki Poznańskiej w ramach konkursu SAE AeroDesign w USA.

5 kwietnia 2008r.

W dniu 5 kwietnia 2008r. o godz. 11:20 na lotnisku Kobylnica odbył się pierwszy oblot modelu, z którym grupa 6 studentów Akademickiego Klubu Lotniczego będzie reprezentować Politechnikę Poznańską na zawodach AeroDesign East organizowanych przez Society of Automotive Engineers SAE w miejscowości Marietta w stanie Georgia w USA w dniach 18-20 kwietnia 2008r.

Fot.: Ekipa AKL PP SAE

Ekipa Akademickiego Klubu Lotniczego i główny konsultant projektu Piotr Szymański wraz z modelem na lotnisku Kobylnica w dniu 5 kwietnia 2008r.

Filmy Alfreda Hitchcock'a zaczynały się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie już tylko rosło. Podobnie rzecz miała się podczas oblotu modelu na lotnisku Kobylnica. Obciążony połową przewidywanego ciężaru model, co prawda oderwał się bardzo szybko od ziemi, ale równie szybko okazało się, iż ma tendencję do ciągłego wznoszenia, a pełne oddanie steru wysokości w dół niewiele poprawia sytuację. Drugie zdanie wypowiedziane chwilę po starcie przez oblatującego model Tomka Niełacnego brzmiało "mamy problem" (zabrakło tylko sławnego "Houston" na początku). Model wykonywał górki, ale dzięki nadmiarowi mocy nie prowadziły one do przeciągnięcia. Oblatywacz zajął się poskramianiem modelu, gdy tymczasem równolegle Tomek Kroczak manipulując przy aparaturze nadawczej zmieniał jej ustawienia ułatwiając dalszy przebieg lotu. W tym czasie napięcie widoczne na twarzach członków ekipy osiągnęło apogeum - zapewne takiego nie będzie u nich podczas obrony pracy dyplomowej. W końcu start to pestka, trzeba jeszcze wylądować.

Po kilku minutach lotu i niskim przelocie nad widzami model zaliczywszy zdrowego kangura bezpiecznie przyziemił. Przed kolejnym oblotem, który planowany jest na niedzielę niezbędne będzie podwyższenie stójki przedniego podwozia, ze względu na niski prześwit pomiędzy śmigłem, a ziemią, który zresztą w pierwszym locie doprowadził do uszkodzenia końcówek łopat śmigła. Skróceniu ulegnie także belka ogonowa i zaklinowanie statecznika poziomego.

Jakkolwiek model wydaje się być wykonany w dość prostej technologii (widoczne taśmy klejące, gumy modelarskie itp.) to jednak bardzo dobrze wpasowuje się wymagania konkursu, narzucające raczej wymóg uzyskania efektu użytkowego niż marketingowego. Równolegle powstaje drugi, zapasowy model (skrzydła sa już gotowe, kadłub w trakcie wykańczania). Należy podkreślić, iż pomimo późnego podjęcia decyzji o udziale w zawodach, dzięki bardzo ofiarnej pracy grupy studentów w niezwykle krótkim okresie czasu (zaledwie miesiąc) udało się zaprojektować, wykonać i oblatać z powodzeniem model. Teraz pozostaje już tylko skonfrontować model z pozostałymi konstrukcjami podczas zawodów w USA.

6 kwietnia 2008r.

W niedzielę 6 kwietnia model po wykonaniu niezbędnych korekt, polegających na zmianie skłonu silnika, podniesieniu stójki przedniego podwozia oraz modyfikacji kąta zaklinowania statecznika poziomego, wykonał kolejne dwa loty. Pierwszy lot wykonał pilot testowy Tomek Niełacny, drugi natomiast Tomek Kroczak, który będzie pilotował model na zawodach w USA. Tomek uważa, iż model sprawuje się bardzo dobrze, lata poprawnie, "chodzi za ręką", nie stwierdza się konieczności trymowania. Dotychczas model wykonywał jednak loty z połową przewidywanego obciążenia, należy spodziewać się gorszych charakterystyk wraz ze zwiększaniem ciężaru ładunku. Głównym zmartwieniem konstruktorów będzie teraz określenie ciężaru granicznego, na którym należy poprzestać. Lot z tym obciążeniem gwarantuje osiągnięcie wysokiego miejsca w konkursie. Jego przekroczenie - efektywną destrukcję modelu w powietrzu i ciekawą katastrofę. Czego oczywiście nie przewidujemy :-)

Zobacz galerię zdjęć z oblotu.

Zobacz film ilustrujący przebieg pierwszego lotu.

11 kwietnia 2008r.

W piątek 11 kwietnia obydwa modele (bliźniacze; kopia prototypu została wykonana dla bezpieczeństwa, w przypadku uszkodzenia jednego z modeli możliwe jest zastąpienie go drugim) zostały zdemontowane, skrzydła powędrowały do specjalnych pokrowców. Następnie z wykorzystaniem styropianowych przekładek wszystkie części włożono do specjalnie skonstruowanej skrzyni wykonanej z płyty OSB o wymiarach 55 cm x 55 cm x 152 cm (grubość 12 mm). Skrzynia posiada demontowaną ścianę boczną co umożliwia kontrolę zawartości przez celników. Waga całej przesyłki wyniosła 60,1 kg. Wszystko przebiegło sprawnie dzięki wsparciu Juliana Oziemkowskiego z firmy DHL. Zaopatrzona w karnet ATA (dokument celny uprawniający do wwozu i wywozu przedmiotu na teren danego państwa bez zamiaru sprzedaży go na terenie danego państwa i tym samym bez konieczności uiszczania cła) skrzynia o godzinie 14:09 ruszyła do Stanów Zjednoczonych za pośrednictwem firmy DHL. Odbiorcą przesyłki w USA jest reprezentujący Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej ksiądz Janusz Zych, prezbiter Polskiego Apostolatu Katolickiego w archidiecezji Atlanta.

13 kwietnia 2008r.

Trwają ostatnie przygotowania ekipy do wylotu do USA. Projektowany maksymalny ciężar, który model obliczeniowo może unieść został sprawiedliwie podzielony na członków ekipy - każdy otrzymał kostkę ołowiu o wadze 3 kg. Ekipa wylatuje do USA 15 kwietnia o godzinie 16:35 rejsem PLL Lot z Warszawy do Chicago, wraca rejsem powrotnym 24 kwietnia o godzinie 9:50 w Warszawie i 11:50 w Poznaniu.

Na miejscu wypożyczonym samochodem wraz z księdzem Tomkiem Sielickim pokona trasę długości 300 mil Chicago-Detroit, by po noclegu w parafii Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej pw. św. Floriana w Hamtramck wyruszyć na podbój Ameryki - ponad 700 mil (1150 km) w poprzek USA trasą Detroit-Atlanta.

15 kwietnia 2008r.

W głównym wydaniu Teleskopu w TVP3 we wtorek, 15 kwietnia 2008r. o godzinie 18:00 wyemitowano materiał zdjęciowy zrealizowany podczas oblotów modelu w dniach 5-6 kwietnia 2008r.

15 kwietnia 2008r.

Nadszedł wreszcie dzień 15 kwietnia 2008r. Zaczęło się wszystko z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem, które zanotował pociąg IC relacji Poznań-Warszawa jeszcze nie wyruszywszy nawet z Poznania. Potem było już z górki - szybko dotarliśmy na Okęcie. Przed odprawą bagażową Tomek Kroczak odbył jeszcze wycieczkę do siedziby Aeroklubu Polskiego, w którym w 5 minut wyrobił sobie licencję sportową FAI uprawniającą go do wykonywania lotów modelem za oceanem. Bez niej musiałby się starać o licencję amerykańskiej organizacji modelarskiej AMA.

Trzeba skądinąd przyznać, iż ze względu na permanentny brak czasu wynikający ze znacznego natężenia prac w ostatniej fazie projektu pewne tematy zostały odłożone na ostatnią godzinę. I tak Tomek badania niezbędne do uzyskania licencji sportowej wykonywał w poniedziałek 14 kwietnia, a Radek w piątek 11 kwietnia występował o wydanie międzynarodowego prawa jazdy, jako zresztą jedyny z całej ekipy. Przy uwzględnieniu tygodniowego terminu rozpatrywania wniosku był to krok co najmniej desperacki, jednak panie w urzędzie wykazały się dużym zrozumieniem dla rangi problemu i prawo jazdy było już do odbioru w poniedziałek 14 kwietnia. Karnet ATA Marcin Pilarczyk wyrabiał w Warszawie w czwartek 10 kwietnia, gdy tymczasem w piątek 11 kwietnia karnet był juz potrzebny w Poznaniu do nadania przesyłki. Legitymacje członkowskie stowarzyszenia SAE nadeszły spóźnione, będąc już w Warszawie otrzymaliśmy informacje o nadejściu przesyłki ... szczęśliwie legitymacje SAE nie są wymagane podczas zawodów.

Z dużą uwagą obserwowaliśmy wędrówkę przesyłki zawierającej oba modele. Wysłana w ostatnim możliwym, piątkowym terminie, początkowo przemieszczała się dosyć wolno miedzy kolejnymi europejskimi miejscowościami. Gdy znaleźliśmy się już w Warszawie przesyłka znacznie przyspieszyła i kolejne komunikaty SMS'owe przysyłane przez naszych bliskich posiadających dostęp do internetu mówiły o przybyciu przesyłki do USA, a następnie o jej pomyślnym ocleniu. Gdy wsiadaliśmy już do samolotu pojawiła się informacja o przekazaniu paczki kurierowi, który miał się zająć dostarczeniem paczki księdzu Januszowi Zychowi.

My tymczasem zajęliśmy miejsca w Boeingu 767 300ER SP-LPF. Lot trwający 9:20 (16:50-19:20 +7:00) podczas którego pokonaliśmy 7500km przebiegał na wysokości 11.000m z prędkością 820km/h przy temperaturze zewnętrznej -60°C. Funkcje kapitana podczas lotu pełnił Kazimierz Stachowiak, wychowanek Aeroklubu Poznańskiego i absolwent Wydziału Maszyn Roboczych i Pojazdów Politechniki Poznańskiej. Drugim pilotem był z kolei Andrzej Malec, znany pilotom AP ze względu na wykonywane przez niego w Poznaniu loty instruktorskie na samolocie PA-28 stanowiącym jego własność.

Po lądowaniu na lotnisku Chicago O'Hare przeszliśmy kontrolę celno-paszportową. Obowiązkowo odciski palców i zdjęcie, pytania w jakim celu jedziemy, ile płaciliśmy za bilet, gdzie będziemy nocować, kto nas zaprosił itd. Niemniej wszystko w przyjaznej "amerykańskiej" atmosferze z "good luck" na pożegnanie.

Przed portem czekał już na nas ksiądz Tomek Sielicki. Obowiązkowe zdjęcie ekipy, pierwsze kroki "na obcej ziemi" za "wielką wodą". Następnie zapakowaliśmy się do Dodge Caravan SE Minivan 2003 należącego do parafii polskiej w Chicago, który stanie się naszym samochodem sztabowym na najbliższe kilka dni. Ruszyliśmy do Detroit - ponad 400 km jazdy. Tankujemy paliwo - kwota zbliżona do warunków polskich, tylko jednostki nie te: 3.55 USD za galon paliwa. Galon to 3.7853 litra, a USD wymienialiśmy po kursie 2.18 zł/USD. Jednym słowem 2 zł/L paliwa. A zużycie też wyrażane w ciekawej jednostce - 23 mil/gal; będzie koło 10 L/100km. Ograniczenie prędkości na autostradzie - do 70 mil/godz, 113 km/h. Jest godzina 22:00 czasu lokalnego (+7 godz. w Chicago), a 5:00 rano czasu polskiego. Bardzo "długi" był ten dzisiejszy dzień. Tomek prowadzi auto, a członkowie ekipy zapadają po kolei w błogi sen ... kronikarz też ... dobranoc ... a może dzień dobry?

PS: Jesteśmy już w Detroit, wszyscy zakwaterowani w pokojach gościnnych parafii św. Floriana. Mamy godzinę 3:00, w Polsce jest 9:00 rano. Szybki telefon do rodziny z wykorzystaniem Skype'a i internetu przez WiFi na PDA. Dostaliśmy informację, iż przesyłka "odbiła się" - kurier nie znalazł adresu. Na liście przewozowym widzimy, że wszystko OK; w takim razie rano sprawdzimy telefonicznie co i jak. Rano pobudka o 8:30, wyruszamy do Atlanty o 10:00. ?yczymy miłego dnia w Polsce, my tymczasem mówimy dobranoc.

16 kwietnia 2008r.

Noc z 15 na 16 kwietnia przespaliśmy jak zabici w bardzo dobrych warunkach dzięki gościnie udzielonej nam przez parafię św. Floriana w Detroit. Pomimo zmiany czasu, obudziły nas dopiero budziki - zmęczenie zwyciężyło nad przyzwyczajeniem i strefami czasowymi. O 9:00 zjedliśmy śniadanie, po czym pożegnaliśmy się z ks. Tomkiem Sielickim, wylatującym tego dnia do Polski. Tomek zapewnił nam najwyższej jakości obsługę logistyczną: wypożyczenie samochodu, odbiór z lotniska, nocleg w Detroit i śniadanie na drogę. Do tego otrzymaliśmy katę SIM jego amerykańskiego telefonu komórkowego, z którego będziemy mogli korzystać w USA i amerykańską kartę płatniczą do tankowania paliwa. Po zwróceniu samochodu w Chicago będziemy mogli spędzić noc na probostwie, a potem zostaniemy podwiezieni na lotnisko. Bez pomocy Tomka byłoby nam znacznie trudniej jak na pierwszy raz w USA.

Fot.: Ekipa z ks. Tomkiem Sielickim w Detroit

Po śniadaniu ruszyliśmy w drogę. Dodge choć ma tylko silnik benzynowy 2.4 dziarsko rwie do przodu. Na amerykańskich autostradach o szerokości średnio 3-4 pasów najbardziej docenia się zalety tempomatu. Po pewnym czasie dostaliśmy od Tomka informację, iż przesyłka nie została poprzedniego dnia dostarczona gdyż cyfra 1 została pomylona z ... 7. Amerykanie piszą 1 jak I, wszystko co ma dodatkową kreseczkę ukośną może być potraktowane jako 7. Dziwne tylko, że kurier nie zadzwonił do księdza Janusza, którego numer był na liście przewozowym podany. No nic, mają dowieźć w środę po południu.

Trasa liczyła 1150 km, co wydaje się sporym dystansem, jednak szerokie amerykańskie autostrady, bez płatnych odcinków i korków, oraz z nielicznymi tylko i nieuciążliwymi remontami, okazały się wyjątkowo przejezdne. Co prawda jakość dróg w części północnej trasy pozostawiała wiele do życzenia, to już w części południowej było dużo lepiej, żeby nie powiedzieć bardzo dobrze. Ponoć to ostrzejsze zimy na północy mają taki wpływ na drogi. Ale także dofinansowanie ze środków federalnych olimpiady w Atlancie zrobiło swoje. Wliczając dwa tankowania i krótki postój w Burger Kingu uzyskaliśmy średnią 100 km/h na trasie przy średnim zużyciu 10 L/100km (20 zł/100km). Więcej się nie udało - ograniczenia prędkości wahają się w zakresie 55-70 MPH, choć jak zauważyliśmy, przyjętą zasadą jest utrzymywać prędkość 5-10 MPH większą.

Po drodze okazało się, że przesyłka jeszcze nie dotarła. Niedobrze. Został czwartek na odbiór, w piątek zawody ... Jak widać łatwiej przebyć Atlantyk niż dotrzeć pod drzwi w USA. Poniżej etapy drogi, które przebyła nasza przesyłka:

2008-04-11 14:12 Poznań - Poland Przesyłka przygotowana do wysłania
2008-04-11 17:34 Poznań - Poland Przesyłka opuściła punkt tranzytowy DHL Poznań - Poland
2008-04-12 20:51 Leipzig - Germany Przesyłka opuściła punkt tranzytowy DHL Leipzig - Germany
2008-04-13 06:07 Frankfurt - Germany Planowany przylot przesyłki do stacji DHL w Frankfurt - Germany
2008-04-14 20:09 Frankfurt - Germany Transfer
przesyłki przez Frankfurt - Germany
2008-04-14 20:10 Frankfurt - Germany Przesyłka opuściła punkt tranzytowy DHL Frankfurt - Germany
2008-04-14 20:14 East Midlands - UK Planowany przylot przesyłki do stacji DHL w East Midlands - UK
2008-04-14 22:23 East Midlands - UK Przesyłka opuściła punkt tranzytowy DHL East Midlands - UK
2008-04-15 01:24 DHL Wilmington Airpark, OH - USA Planowany przylot przesyłki do stacji DHL w DHL Wilmington Airpark - USA
2008-04-15 02:10 DHL Wilmington Airpark, OH - USA Odprawa celna zakończona o DHL Wilmington Airpark - USA
2008-04-15 04:58 DHL Wilmington Airpark, OH - USA Przesyłka opuściła punkt tranzytowy DHL DHL Wilmington Airpark - USA
2008-04-15 08:18 NE Atlanta, GA - USA Przesyłka zabrana przez kuriera w celu doręczenia
2008-04-15 10:11 NE Atlanta, GA - USA Zły adres, prosimy o kontakt z DHL
2008-04-16 06:56 NE Atlanta, GA - USA Przesyłka przeznaczona do dostarczenia

Jadąc przez Stany stwierdziliśmy jak wiele dały nam amerykańskie filmy, które obejrzeliśmy. Ameryka - dziwny kraj - i wiele rzeczy może dziwić ale w większości przypadków mogliśmy stwierdzić, że "przecież gdzieś już to widziałem". Z innych obserwacji można zauważyć, iż proporcje kartonu i mięsa w hamburgerach wybranych sieci fast-food są identyczne chyba na całym świecie.

Dzięki systemowi nawigacji drogowej TomTom nie mieliśmy żadnych problemów. Droga była zresztą prosta - autostrada międzystanowa #75. Przejechaliśmy m.in. przez Toledo, Dayton, Cincinati, Lexington, Richmond, Knoxville, Cleveland i Chattanooga. Z Detroit wyruszyliśmy o 10:30, na miejscu zameldowaliśmy się o 23:00.

Best Western Acworth Inn w miejscowości Acworth, okazał się bardzo fajny. Pokoje bardzo dobrze wyposażone. Co najważniejsze jednak - dostępny jest internet bezprzewodowy WiFi, dzięki któremu ta relacja znalazła się na stronie, po jej wklepaniu na PDA.

Podsumowując spędziliśmy w ciągu ostatnich 2 dni:
- 3 godziny w pociągu Poznań-Warszawa
- 9 godzin w samolocie Warszawa-Chicago
- 5 godzin w samochodzie Chicago-Detroit
- 12 godzin w samochodzie Detroit-Atlanta
Jednym słowem kawał drogi i spore zmęczenie.

W czwartek od samego rana postaramy się przechwycić model, a tymczasem mówimy już dobranoc.

Zobacz galerię zdjęć z pierwszego dnia w USA.

17 kwietnia 2008r.

Nadszedł dzień 17 kwietnia. Wszystko do tej pory udawało nam się robić na ostatnią chwilę, w wielu wypadkach "idąc po bandzie". Nasz pobyt w Stanach był zaplanowany co do dnia. Również dzień dzisiejszy nie należał do dni wolnych - zaplanowaliśmy odebranie przesyłki z modelami i wizytę w miejscowych sklepach modelarskich. Pojawił się pewien problem - model ciągle nie mógł trafić do odbiorcy. Ekipa dotarła w komplecie i na czas, do zawodów został jeden dzień, a model leżał sobie gdzieś w magazynach firmy przewozowej. Głupio tak przylecieć ekipą do USA po to żeby oglądać zawody w charakterze widzów.

Szczęście jednak nas nie opuszcza - około godziny 10:00 dostajemy telefon od księdza Janusza Zycha: przesyłka dotarła! Na stronie DHL pojawia się informacja:
2008-04-17 09:58 NE Atlanta, GA - USA Przesyłka dostarczona do odbiorcy

Jemy śniadanie w hotelu, wsiadamy w samochód i pomykamy do Lawrenceville. W pewnym momencie droga szybkiego ruchu którą jedziemy rozszerza się do 8 pasów. To robi wrażenie. Do tego dorzućmy jeszcze kilkupoziomowe wiadukty w miejscach skrzyżowania autostrad oraz zjazdy i wjazdy na autostradę łagodnie wyprofilowane w sposób umożliwiający pokonywanie ich z pełną prędkością - i otrzymujemy obraz naprawdę ciekawych rozwiązań komunikacyjnych.

Dojeżdżamy do Lawrenceville i witamy się z księdzem Januszem. Skrzynia jest, w dwóch ścianach są wgnioty w płycie OSB, szczęśliwie niegroźne, bo od strony skrzynek narzędziowych a nie modelu. Skrzynka była prześwietlona promieniami rentgena, znajdowały się też na niej ślady świadczące o tym, iż była otwierana przez celników. Szczęśliwie wszystkie elementy pozostały zamocowane na swoich miejscach i model nie odnotował żadnych uszkodzeń.

Z księdzem Januszem odwiedzamy jeszcze polską parafię, po czym ekipa rozdziela się - część modelarska została podwieziona do pobliskiego sklepu modelarskiego, gdzie zapuściła się pomiędzy półki sklepowe. Pozostali wrócili do Lawrenceville, zdemontowali tylne siedzenia, wrzucili skrzynię i odwieźli ją do hotelu.

Teoretycznie wszystkie obiekty: hotel, parafia, sklep położone są na północnych peryferiach Atlanty. Ale jak się okazało to co na mapie wygląda na "rzut beretem" w rzeczywistości okazuje się kilkudziesięcioma kilometrami. Ostatecznie samochód wrócił po ekipę buszującą w sklepie i po zawitaniu jeszcze do restauracji meksykańskiej wrócił wreszcie do hotelu.

Pokonaliśmy dziś ponad 420 km. Kolejna prawda o Ameryce - po prostu wszystko tu jest duże - samochody, autostrady, dystanse, zjawiska atmosferyczne. No i druga - bez nawigacji satelitarnej - w tym przypadku TomTom na PDA - jeżdżenie po Stanach byłoby naprawdę dużym wyzwaniem. Dzięki tej nawigacji jak na razie nigdy jeszcze się nie zgubiliśmy, choć czasem nawet pomimo niej pojawiają się wątpliwości rozwiązywane dopiero tuż przed zjazdem z autostrady.

Fot.: Ot taka sobie krzyżówka na ekranie TomTom'a

W sklepie modelarskim kupiliśmy m.in. zapasowe śmigła do modelu, a konstruktor i opiekun naukowy - jako nie-modelarze - zakupili sobie balsowe modele gumówkowe za 2.00 $/szt. - celem zdobycia niezbędnego doświadczenia modelarskiego. Wieczorne zawody zakończyły się zwycięstwem konstruktora - model opiekuna ze względu na różne kąty natarcia wynikające ze zwichrowania balsowego skrzydła wykonywał raczej efektywne katastrofy niż stabilne loty.

Po powrocie do hotelu ekipa przystąpiła do ciężkiej pracy związanej z ostatecznym wykończeniem modelu - przyklejeniem naklejek, osłon balsowych, regulacji serw itp. W czasie prac pojawiła się u nas ekipa Politechniki Warszawskiej. Wymieniliśmy uwagi na temat modeli i wysłuchaliśmy relacji na temat zakończonego AeroDesign West.

Późno w nocy na modelach znalazły się naklejki Politechniki Poznańskiej, PLL Lot, Aeroklubu Poznańskiego i Grupy Akrobacyjnej ?elazny. Koło godziny 1:00 w nocy prace zakończono. W piątek o godz. 8:00 czasu lokalnego (14:00 czasu polskiego) rozpoczyna się rejestracja ekip. Po południu odbędą się prezentacje ekip. Ekipa Politechniki Poznańskiej prezentuje się o godzinie 15:30. O wynikach prezentacji poinformujemy w kolejnej relacji. Loty modeli planowane są na sobotę i niedzielę.

Zobacz galerię zdjęć z drugiego dnia w USA.

Czytaj kolejne relacje.
 
do góry

 
Zlot Gigantów 2018
Grupa Akrobacyjna Żelazny
Oœrodek Szkolenia Lotniczego Żelazny 6
Rezerwacje obeiktów sportowych (squash, tenis, bowling) w ramach Studium Wychowania Fizycznego Politechniki Poznańskiej
Beata Choma
Latanie precyzyjne. Aeroklub Poznański
77 Szkoła Bezpiecznego Latania
SAE AeroDesign Politechnika Poznańska
Gliding Team Klinika Kolasiński
www.aerofoto-kaczmarczyk.com
Akademicki Klub Lotniczy Politechniki Poznańskiej
Akademicki Klub Lotniczy UAM
lotniczapolska.pl
CityZen
QR www.aeroklub.poznan.pl